KLACZ KAJA, SIWA
Kaja-
miło nam poinformować, że Kaja została zaadoptowana przez swoją dotychczasową opiekunkę i jest już bezpieczna.
Siwa-
Losy tej klaczy są dla nas tajemnicą.
Mimo usilnych kontaktów z osobą zgłaszającą i zarazem współwłaściciela Siwej nie udało się wykupić, mimo zgromadzenia kwoty.
Na jej wykupienie zebraliśmy 2980zł
Pieniądze te, przekażemy na wykupienie kolejnego potrzebującego konia.
RATUJEMY KONIE
Kiedy powstawała nasza fundacja, myśleliśmy, że dla ratowania koni nie wystarczy mieć jedynie chęci i zapału, bo konieczne są olbrzymie nakłady finansowe, specjalne miejsce, wybiegi i specjalistyczna opieka weterynaryjna.
Psy i koty są powszechniejsze- "łatwiejsze" w obsłudze, tańsze w utrzymaniu.
Mijał czas, znaleźliśmy swoją siedzibę w Maciejkowicach, gdzie stajnia, aż prosiła się o zapełnienie pensjonariuszami.
Pierwszy kopytniak, który zamieszkał w Maciejkowicach to
HIPOLIT- ALBUM-klik

Stanowi on własność Anety, choć powinniśmy napisać, że to ona jest własnością Hipolita.
Ten bułany konik polski, pierwotnie miał służyć do Hipoterapii niepełnosprawnego dziecka.
Niestety, a może na szczęście, ten 4 letni wałach bardziej pasuje do sportowego parkouru, biegów z przeszkodami, a nawet wyścigów.
Ma zdecydowany charakter i nie pozwala sobie w kaszę dmuchać.
To on dyryguje jeźdźcem, wyznacza granice i zawsze idzie tam gdzie chce.
Lubi brykać i generalnie nie jest koniem dla grzecznych dziewczynek.
Dogaduje się jedynie z Anetą, choć to trudna miłość.
Nieszczęścia i bólu jest ogrom, najstraszniejsze zdanie jakie słyszmy to " nie zbawisz całego świata".
My o tym wiemy, ale zbawiamy świat dla tego jednego zwierzęcia.
Tym razem chcieliśmy odmienić świat dla trzech.
Kiedy dowiedzieliśmy się o kolejnych koniach w potrzebie, nie mieliśmy wątpliwości, że powinniśmy się nimi zająć.
Mieliśmy już miejsce, mieliśmy chęci i wiedzę, ponieważ jeden z członków zarządów fundacji, od lat zajmuje się końmi, a kiedyś czynnie uprawiał jeździectwo.
Miejsce z którego trzeba było wyrwać zwierzęta, było przerażające i nie dlatego, że trafiały tam dziesiątki kolejnych zwierząt, które po odkarmieniu miały trafić do rzeźni, ale dlatego, że już za życia traktowane były jak mięso.
Bite, okaleczane, pompowane-pojone wodą, tuczone jak gęsi ( na siłę), aby tylko uzyskać jak największą wagę, kaleczące się nawzajem...wbite w ściany i beton.
Tak było:
W środę 04.05.2011r, konie maja jechać na rzeź . Zadatkujemy je, jednak nie damy rady ich wykupić. Chcemy dać im dom, szansę, leczenie.
Pomocy!
Miejsce do którego trafiły to "koński koszmar". Człowiek który je trzyma w czymś co nazywa stajnią, wykupuje od ludzi młode, stare chude, grube zwierzęta. Zbija cenę, bazuje na uczuciach sprzedających ("będę je kochał, potrzebuje konika do bryczki " etc). Ludzie sprzedają, a konie jadą prosto do "piekła". Ten punkt przystankowy to miejsce, w którym są bite, czyszczone metalowymi szczotkami, nie wychodzą na spacery, nie leczy się ich. Jedyne czego im nie brakuje to jedzenie. Maja szybko przybrać na wadze aby mógł za nie uzyskać wyższą cenę w skupie mięsa. Chcemy doprowadzić do likwidacji tego koszmarnego miejsca.
Postępowanie prowadzi Fundacja "Dar Serca". Bardzo chcemy im pomóc. Niżej zamieszczamy adres strony internetowej fundacji Cenaurus i Orawicy.
Tutaj przeczytacie więcej : stajnia-orawice


SYJON- ALBUM-klik
to końskie dziecko, uosobienie gracji i spokoju.
Nie potrafimy zrozumieć, co mogło zmusić jego właścicieli/opiekunów/hodowców, do sprzedania takiego wyjątkowego zwierzęcia do Panu R.
Wiemy, że dorastał na swobodzie z innymi końmi, jest doskonale zsocjalizowany, ufny, nastawiony na człowieka.
To koń o pięknej budowie i ruchu.

Kiedy przyjechał do nas razem z Ariszką, bał się wszystkiego.
Z trudem udało nam się umieścić go w boksie, jedynie obecność Ariszki go uspokajała.
Wieczorem jednak, uspokoił się i pokazał nam, jaki naprawdę ma charakter.
On w przeciwieństwie do klaczy nie był okaleczony, ani zmaltretowany fizycznie.
Miał niedowagę, oblepioną gnojem sierść i splątaną od brudu- grzywę.
Korekty wymagały kopyta, które były płaskie, rozdeptane i miękkie.
Syjon po oględzinach weterynarza, dostał preparaty witaminowe i został zaszczepiony, ponieważ było to jego pierwsze szczepienie zareagował grypą, konieczne było podanie antybiotyków i czyszczenie noska- jak małemu dziecku.
Znosił to jednak bardzo dzielnie.
Następnie odwiedził Syjona kowal, tego Pana Syjon również nie polubił.
3 tygodnie temu pożegnał się ze swoją męskością, ponieważ przeszedł kastrację.
Żyje pełnią życia.
Syjon ma jedną słabość: uwielbia towarzystwo Ariszki, kiedy ona znika, on ją nawołuje, rży i jest bardzo niespokojny.
Za ludźmi chodzi jak gąska.
Łatwo jest pracować z tym koniem metodami naturalnymi.
Specjalnie dlatego, że z Syjonem praca to sama przyjemność, budujemy na swoim terenie round pen.
Ze swoimi końmi pracujemy metodami Monty Robertsa.
Z ogromną frajdą i radością obserwujemy jak się zmieniają, odkrywają przed nami.
Stosujemy system join-up.
MUFINEK
-najmniejszy ciałem, ale największy sercem i charakterem.
Razem z Syjonem i Ariszą trafił do nas kuc bez imienia.
Jego wygląd sugerował, że to takie ciepłe ciacho-mufinek.
To imię samo się nasunęło patrząc na niego.
Tja...
Nic bardziej mylnego.
To szef stada, przewodnik, główno dowodzący ogier ( był).
Kiedy przyjechał wymagał odkarmienia i solidnego szczotkowania.
Mijające tygodnie, dobre żywienie, czyszczenie, pielęgnacja spowodowały, że z zaniedbanego konika z którego garściami wychodziła sierść, przemienił się w lśniącego, pełnego temperamentu konika, o pięknej grzywie i ogonie.
To on rządzi końską ferajną.
Choć przestał być ogierem 3 tygodnie temu, mentalnie wcale się nie zmienił.
Myślimy, że nigdy nie przestanie nim być.
Dla ludzi cudowny, miły, przytulaśny.
Chadza na spacery jak pies.
Chętnie towarzyszy człowiekowi.
Został zaszczepiony, odrobaczony.
Czeka na wizytę kowala :).
Z całego serca dziękujemy tym, którzy zareagowali na nasz apel i pomogli nam zgromadzić środki na wykupienie koni. Bez Was to byłoby baddzo , bardzo trudne
Opiekujemy się nimi najlepiej jak potrafimy.
Nie zapominajcie Państwo o nich. Zapraszamy do adopcji wirtualnej Ariszki, Syjona i Mufinka.
AJLA
Kolejnym szczęśliwcem uratowanym przez Fundację, jest siostrą Ariszki, nie mogliśmy przejść obojętnie na prośbę o pomoc dla niej. Kiedy tylko dowiedzieliśmy się, że mała jest w opałach zapadła szybka decyzja,że dołaczy do naszego stadka i w taki oto sposób się ono rozrosło.
Siostra Ariszy to Ajla, jest spokojną klaczą, dzięki długotrwałej pracy Anety i Jarka. Na początku wyprowadzenie jej z boksu na wybieg było bardzo problematyczne, powoli krok po kroku zaufała nam. Wymaga dużo uwagi i poświęconego czasu z każdym dniem jest coraz lepiej.
VIGO
Najmłodszy przedstawiciel końskiej ferajny to Źrebaczek nazywa się Vigo. Jego Życie kosztowało 1200zł, został kupiony po cenie mięsa. We wtorek otrzymaliśmy telefon o tym, że pojedzie na rzeź, Aneta niewiele się zastanawiając przygarnęła go jak wiele innych potrzebujących zwierzaków. W środę już był u nas. Jego Życie jest dla nas bezcenne ma zaledwie 3 miesiące.
Dlatego też cieszy nas, że udało się go uratować, mały ma niedobory, został odstawiony od matki za wcześnie, normalnie powinien być z nią optymalnie 6 miesięcy i pić jej mleko. Przyjechał też z grypą dostawał antybiotyk jest leczony, ale czuje się coraz lepiej. Jest kochany, przesłodki, uwielbia się przytulać, niesamowicie inteligentny i przyjazny. Niejedna osoba powinna się od niego uczyć pokory. Fundacja zakupiła go z własnych środków jednak potrzebuje Funduszy na jego leczenie, opiekę weterynaryjna i przede wszystkim mleko dla źrebaków, które uwielbia i pije w dużych ilościach.

KEFIR
Kefirek ma 10 lat. Miał kiedyś swojego właściciela, który jednak nie dbał o małego kucyka i nie udzielił mu pomocy kiedy Kefir zaczął poważnie chorować. Kiedy cztery lata temu zaczęły boleć Kefira (wtedy Kubusia) nogi nie udzielił mu właściwiej pomocy - bo przecież "weterynarz" kosztuje!. W efekcie zaniedbania ochwat postępował obejmując stopniowo cztery nogi. Jaki to ból dla małego kucyka , możemy sobie tylko wyobrażać... Kiedy zobaczyliśmy go po raz pierwszy , nie wstawał na nogi, leżał i zjadał tylko to co miał w zasięgu pyska. Nie byliśmy go w stanie podnieść! ego Zbawiciela udało nam się nakłonić do dobrowolnego oddania nam konia i tak Kefir wcześniej zwany Kubusiem trafił do nas. Rozpoczęło się żmudne leczenie i łagodzenie bólu. Leczenie weterynaryjne, zabiegi pielęgnacyjne, odpowiednia dieta zrobiły swoje. Nasz najlepszy z najlepszych kowal, werkuje Kefira leczniczo raz na 4 tygodnie. Efekty przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Kefir stał się radosnym kucykiem, żyjącym bez bólu. Coraz ładniej chodzi, choć nigdy nie wróci do pełnego zdrowia.
Nasze motto? Słowa Monty Robertsa:
I ze prawda wygląda zupełnie inaczej.
Dogadaj się z koniem. Niech wie, o co tobie chodzi,
Bo przemoc, zrozum , prowadzi do rozpaczy!"
"Pokaż mu droge i doceń jego starania,
By jako partner znalazł w tobie partnera.
Uczciwoscia - zdobędziesz jego zaufanie,
Łagodnością - zjednasz sobie przyjaciela
(...)
Największa siłą jaką może mieć człowiek,
Jest łagodność - sam to sprawdziłem.
Więc jeśli sprawisz, że koń zaufa tobie,
To znak, że i ty masz ja w sobie"
Taki miał być ich los:
Ogłuszanie:
UBÓJ
WYKRWAWIANIE
* kończy się przed odzyskaniem przez zwierzę świadomości
Koński Armagedon-targowiska
Jeżeli chcesz nas wesprzeć finansowo, możesz to zrobic za pomoca szybkich płatnosci dotpay.
Po prostu kliknij w logo Dotpay lub PayPal i postępuj zgodnie z instrukcją
Chcesz nam pomóc a posiadasz swoją witrynę, sklep lub prowdzisz blog?
Pobierz jeden z naszych banerów i umieść na swojej stronie.Każde kliknięcie w baner spowoduje odwiedzenie naszej witryny a co z tym idzie, zwiększa szanse na odnlezienie nowych domów dla naszych zwierzaków.
start | adopcja | fundacja | wolontariat | możesz pomóc | edukacja | ratujemy konie | kontakt
Ilość odwiedzin: 324877